Znalezione filmy dla film:
Brak.
Wszystko się nareszcie układa. Uczelnia pomogła mi złapać utracony luz, dusza odzyskała spokój i nawet sinusoida emocji nie daje mi w kość. Nie mam czasu na pisanie ze względu na zbyt szybko przemijający czas… Jest tyle miejsc do odwiedzenia, tyle spraw do załatwienia – i najbardziej czuje to właśnie teraz. Chociaż to banalne, ja bardzo żałuję, że jeszcze nie istnieje maszyna do łapania czasu.
Niedawno obejrzałam film Woody Allena „O północy w Paryżu”. Intensywnie reklamowany mógł przemknąć gdzieś obok w nawale pracy, ale mój mężczyzna wziął byka za rogi i weekend przeminął z Allenem na ekranie komputera. Główny bohater nieznaną siła sprawczą przenosił się do innych epok. Gdziekolwiek by nie był, każdy bohater wokół pragnął być w innym czasie i w innym miejscu niż się znajdował. Wydaje mi się, że nigdy nie myślałam o tym, by żyć w innej epoce. Czaruje mnie Młoda Polska, seksualna swoboda i śmiałość Witkacego, subtelne romanse Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej i kruchość Heleny Poświatowskiej, ale nie oznacza to, że wolę przeszłość od teraźniejszości. Szczególnie w tej właśnie chwili, kiedy pomału kończę wspaniały weekend…
Niedawno obejrzałam film Woody Allena „O północy w Paryżu”. Intensywnie reklamowany mógł przemknąć gdzieś obok w nawale pracy, ale mój mężczyzna wziął byka za rogi i weekend przeminął z Allenem na ekranie komputera. Główny bohater nieznaną siła sprawczą przenosił się do innych epok. Gdziekolwiek by nie był, każdy bohater wokół pragnął być w innym czasie i w innym miejscu niż się znajdował. Wydaje mi się, że nigdy nie myślałam o tym, by żyć w innej epoce. Czaruje mnie Młoda Polska, seksualna swoboda i śmiałość Witkacego, subtelne romanse Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej i kruchość Heleny Poświatowskiej, ale nie oznacza to, że wolę przeszłość od teraźniejszości. Szczególnie w tej właśnie chwili, kiedy pomału kończę wspaniały weekend…
19.09.2011 o godz. 12:49
komentuj (0)
Jak obiecałam, tak też się stało – akcja Jarmusch, kawa i papierosy dobiegła końca w zadziwiającym mnie tempie. Wcześniej musiało minąć więcej czasu, zanim udało mi się spełnić swoje plany. Nie, żebym była zmotywowana – tego mi wciąż brakuje mimo krzepiących słów przyjaciół.
Odbiegnę troszkę od tematu, ale skoro już zaczęłam… Nie wiem dlaczego każdy uważa, że najbardziej motywujący jest „kop w pupkę” :) Zdecydowanie bardziej działają na mnie kolejne słowa dobrej znajomej:
„Nie załamuj się, pij sobie magnez i do roboty. Będzie ciężko, będzie bolało, ale za chwilę odpoczniesz. Ja w Ciebie wierzę! miałam taki kryzys kilka dni temu beznadzieja ryczałam pół wieczoru na pracę że nic nie robię że ciężko jest mimo tego że jestem dr, ale Łukasz mną potrząsnął i na drugi dzień miałam zaplanowane spotkanie z moim promotorem. Po spotkaniu jak inna osoba - deszcz lał, ja bez parasolki - a ja szczęśliwa i uśmiechnięta jak czubek. Nie poddawaj się, walcz, walcz, walcz. Zrób sobie plan, co musisz zrobić przed jego przyjazdem, żebyś miała spokojną głowę jak przyjedzie i mogła sie skupić, a nie tu jesteś z nim, a z tyłu głowy gdzieś wyrzuty sumienia weź się do roboty, mówię Ci - poboli i przestanie. Odpoczywaj ucz się odpoczywaj ucz się jedz, będzie oki i pamiętaj że z wypoczętą głową przewietrzoną zawsze łatwiej coś wykombinować i jakoś inaczej ta wiedza wchodzi, ale nie rób zbyt dużych przerw żeby się nie wybić. Kobito, Ty nie wiesz, ile masz w sobie siły jeszcze, zapewniam Cię, że pokłady!
Uwielbiam ją :) Ale wracając do tematu. Film Jarmuscha przepyszny, nie mogłam oderwać oczu od ekranu, chłonęłam każde słowo bohaterów. Ktoś mógłby rzec – żadna akcja. Ale w takiej żadnej akcji zawarto najwięcej, wiele wnikliwych obserwacji. Nie chcę pisać szczegółami, bo wiem że przynajmniej jedna pisarka z bloblo ma chęć ten film obejrzeć, więc nie będę psuć zabawy. :)
Odbiegnę troszkę od tematu, ale skoro już zaczęłam… Nie wiem dlaczego każdy uważa, że najbardziej motywujący jest „kop w pupkę” :) Zdecydowanie bardziej działają na mnie kolejne słowa dobrej znajomej:
„Nie załamuj się, pij sobie magnez i do roboty. Będzie ciężko, będzie bolało, ale za chwilę odpoczniesz. Ja w Ciebie wierzę! miałam taki kryzys kilka dni temu beznadzieja ryczałam pół wieczoru na pracę że nic nie robię że ciężko jest mimo tego że jestem dr, ale Łukasz mną potrząsnął i na drugi dzień miałam zaplanowane spotkanie z moim promotorem. Po spotkaniu jak inna osoba - deszcz lał, ja bez parasolki - a ja szczęśliwa i uśmiechnięta jak czubek. Nie poddawaj się, walcz, walcz, walcz. Zrób sobie plan, co musisz zrobić przed jego przyjazdem, żebyś miała spokojną głowę jak przyjedzie i mogła sie skupić, a nie tu jesteś z nim, a z tyłu głowy gdzieś wyrzuty sumienia weź się do roboty, mówię Ci - poboli i przestanie. Odpoczywaj ucz się odpoczywaj ucz się jedz, będzie oki i pamiętaj że z wypoczętą głową przewietrzoną zawsze łatwiej coś wykombinować i jakoś inaczej ta wiedza wchodzi, ale nie rób zbyt dużych przerw żeby się nie wybić. Kobito, Ty nie wiesz, ile masz w sobie siły jeszcze, zapewniam Cię, że pokłady!
Uwielbiam ją :) Ale wracając do tematu. Film Jarmuscha przepyszny, nie mogłam oderwać oczu od ekranu, chłonęłam każde słowo bohaterów. Ktoś mógłby rzec – żadna akcja. Ale w takiej żadnej akcji zawarto najwięcej, wiele wnikliwych obserwacji. Nie chcę pisać szczegółami, bo wiem że przynajmniej jedna pisarka z bloblo ma chęć ten film obejrzeć, więc nie będę psuć zabawy. :)
Pogoda w Gdańsku niestety nie rozpieszcza. Życie w sumie także nie wspina się na wyżyny łagodności. Chociaż czasu mam niewiele, piszę ten post z ręcznikiem na mokrych włosach i otulona w zimowy sweter.
Wpadł mi w oko świetny film Jarmuscha. Chociaż filmy tego reżysera są zazwyczaj "brzydkie" (artysta lubi pokazywać Amerykę od tej "gorszej" strony) i ostatnie jego dzieło oglądałam w gimnazjum, czyli sto lat temu, pierwsze w przelocie obejrzane kadry przyciągneły mnie. Dodatkowo film zachęcił nazwą - Coffee and Cigarettes, obok takiej kombinacji nie można przecież przejść obojętnie. Obiecuje, że dzisiejszy wieczór będzie należał własnie do tego filmu, ponieważ recenzje ma sympatyczne. W wolnej chwili dorzucę więc swoje spostrzeżenia.
Wpadł mi w oko świetny film Jarmuscha. Chociaż filmy tego reżysera są zazwyczaj "brzydkie" (artysta lubi pokazywać Amerykę od tej "gorszej" strony) i ostatnie jego dzieło oglądałam w gimnazjum, czyli sto lat temu, pierwsze w przelocie obejrzane kadry przyciągneły mnie. Dodatkowo film zachęcił nazwą - Coffee and Cigarettes, obok takiej kombinacji nie można przecież przejść obojętnie. Obiecuje, że dzisiejszy wieczór będzie należał własnie do tego filmu, ponieważ recenzje ma sympatyczne. W wolnej chwili dorzucę więc swoje spostrzeżenia.
Tagi:
film
Po intensywnym dniu z rodziną, wreszcie chwila na moją samotnię, mix deccmorreno i neski, zimną sagę owocową i gorące maliny na bolące gardło. Obym nie przeziębiła się całkowicie.
Hmm... przydałoby mi się trójkątne biurko. Czemu takich nie produkują?? Przerażona dziesiątką kartonów do zabrania na Mazury, zostawiłam w Sopocie stolik,który powinnam wziąć w pierwszej kolejności. Byłoby mi wygodniej pisać posty.
Mam w głowie milion myśli, a w sercu milion pragnień. I tak niewiele czasu, by wszystko przeżyć jak należy.
Kocham Suw., rodziców, starzejące się psy, o których każdy myśli, że są super młode, duży pokój, te wszystkie bociany latające mi pod oknem i gryzące mnie komary, ale czuje też że trochę brak mi masowej trójmiejskiej papki. Przeraża mnie tylko myśl, że będę tam bez 21 gram mojej duszy. Pozostaną w ciele faceta, którego bliskość chce czuć codziennie.
Szalenie wkurza mnie dzisiejsza niemoc, a tak bardzo chciałoby się być "posągiem człowieka na posągu świata"... Uciekaj myśli, jeszcze skończę jak Kordian...
Na tę chwilę najchętniej weszłabym już do łóżka, nie pasuje mi moja dzisiejsza paplanina. Może jednak skuszę się na post o filmie Woody Allena "Co nas kręci, co nas podniecia" - z 2009 roku. Nie zdążyałam go jeszcze obejrzeć do końca, ale wciąga mocno. Chociaż trochę dziwny jest, ale taki urok tego reżysera.
Hmm... przydałoby mi się trójkątne biurko. Czemu takich nie produkują?? Przerażona dziesiątką kartonów do zabrania na Mazury, zostawiłam w Sopocie stolik,który powinnam wziąć w pierwszej kolejności. Byłoby mi wygodniej pisać posty.
Mam w głowie milion myśli, a w sercu milion pragnień. I tak niewiele czasu, by wszystko przeżyć jak należy.
Kocham Suw., rodziców, starzejące się psy, o których każdy myśli, że są super młode, duży pokój, te wszystkie bociany latające mi pod oknem i gryzące mnie komary, ale czuje też że trochę brak mi masowej trójmiejskiej papki. Przeraża mnie tylko myśl, że będę tam bez 21 gram mojej duszy. Pozostaną w ciele faceta, którego bliskość chce czuć codziennie.
Szalenie wkurza mnie dzisiejsza niemoc, a tak bardzo chciałoby się być "posągiem człowieka na posągu świata"... Uciekaj myśli, jeszcze skończę jak Kordian...
Na tę chwilę najchętniej weszłabym już do łóżka, nie pasuje mi moja dzisiejsza paplanina. Może jednak skuszę się na post o filmie Woody Allena "Co nas kręci, co nas podniecia" - z 2009 roku. Nie zdążyałam go jeszcze obejrzeć do końca, ale wciąga mocno. Chociaż trochę dziwny jest, ale taki urok tego reżysera.
Tagi:
film
przemyślenia
Tytuł postu brzmi jak wytrawne romansidło Danielle Steel, aczkolwiek z romantycznością ma... - ha!- chciałam napisać niewiele wspólnego, ale... romantyzmu będzie dzisiaj bardzo dużo :)
Obiecałam, że podzielę się wrażeniami z "Tożsamości". Nic z tego, ostatecznie wylądowaliśmy w kinie na filmie "Larry Crowne - uśmiech losu". Na ekranie stary Tom Hanks, stara Julia Roberts z postarzającą i wyostrzającą jej rysy fryzurą (chociaż wciąż cudowną figurą), a po drugiej stronie my - młodzi, spragnieni wrażeń.
Mieszanka zaserwowana przez Toma Hanksa i Nię Vardalos ("Moja wielka grecka wycieczka"), czyli Julia, która ciągle piła mrożony Daiquiri (lód, rum, sok z limonki i cukier trzcinowy) i krzyczała na swoich studentów, nudne topiki na każdej lekcji i do tego wykłady z ekonomii - a gdzieś w tle szarpiący się z życiem Larry - nie była w stanie skupić mojej uwagi, tym bardziej, że moje myśli ciągle wędrowały do mężczyzny siedzącego obok mnie... :)
Obiecałam, że podzielę się wrażeniami z "Tożsamości". Nic z tego, ostatecznie wylądowaliśmy w kinie na filmie "Larry Crowne - uśmiech losu". Na ekranie stary Tom Hanks, stara Julia Roberts z postarzającą i wyostrzającą jej rysy fryzurą (chociaż wciąż cudowną figurą), a po drugiej stronie my - młodzi, spragnieni wrażeń.
Mieszanka zaserwowana przez Toma Hanksa i Nię Vardalos ("Moja wielka grecka wycieczka"), czyli Julia, która ciągle piła mrożony Daiquiri (lód, rum, sok z limonki i cukier trzcinowy) i krzyczała na swoich studentów, nudne topiki na każdej lekcji i do tego wykłady z ekonomii - a gdzieś w tle szarpiący się z życiem Larry - nie była w stanie skupić mojej uwagi, tym bardziej, że moje myśli ciągle wędrowały do mężczyzny siedzącego obok mnie... :)





