Znalezione filmy dla finanse:
Brak.
Mało czasu na pisanie, ale inspiracje siedzą w mojej głowie i domagają się ujścia, wiec proszę bardzo, koję swoje pragnienia...
Chociaż październik jako miesiąc wspierania walki z rakiem piersi powinien przejść pod znakiem różu i nawet kubki w KFC mają ten kolor, ja obnoszę się głównie z fioletem i brązami, tak bardziej pod jesień niż pod kampanie anty. Na ta chwilę wpadły mi w oczka interesujące, aczkolwiek nie różowe... portfele. Więc pokaże je a w najbliższym czasie moje milczenie nadrobię bardziej unormowanymi postami :)
Chociaż nie miałabym serca zamienić na nie mój portfel z Indian Szopu, cieszą oko. Wykonane z papieru, folii i tworzywa sztucznego, wydają się technicznym bublem, ale podobno są elastyczne (rozszerzają się w zależności od tego, ile gotówki włożymy) i wytrzymałe, poza tym - te wzory... Chociaż mało kobiece, na niezobowiązujący prezent całkiem sympatyczne :)
I powiem szczerze, że ładne i nietypowe wcale nie musi oznaczać drogie. Można je również otrzymać za free, za dobrą inwencję - w ramach konkursu...
Chociaż październik jako miesiąc wspierania walki z rakiem piersi powinien przejść pod znakiem różu i nawet kubki w KFC mają ten kolor, ja obnoszę się głównie z fioletem i brązami, tak bardziej pod jesień niż pod kampanie anty. Na ta chwilę wpadły mi w oczka interesujące, aczkolwiek nie różowe... portfele. Więc pokaże je a w najbliższym czasie moje milczenie nadrobię bardziej unormowanymi postami :)
Chociaż nie miałabym serca zamienić na nie mój portfel z Indian Szopu, cieszą oko. Wykonane z papieru, folii i tworzywa sztucznego, wydają się technicznym bublem, ale podobno są elastyczne (rozszerzają się w zależności od tego, ile gotówki włożymy) i wytrzymałe, poza tym - te wzory... Chociaż mało kobiece, na niezobowiązujący prezent całkiem sympatyczne :)
I powiem szczerze, że ładne i nietypowe wcale nie musi oznaczać drogie. Można je również otrzymać za free, za dobrą inwencję - w ramach konkursu...
19.10.2011 o godz. 18:18
komentuj (0)
Za oknem deszcz, a ja grzeje się przy czerwonej herbacie i (nareszcie!) włączonym grzejniku. Grypa uziemiła mnie na dobre, a co lepsze - totalnie ogłupiła. Nie rozumiem, jak mogłam zerwać się o 7 rano na zajęcia - spojrzałam źle na plan. Mam nadzieję, że takich wtop będę miała jak najmniej i w końcu ogarnę się jakoś. :)
Zmotywowana do pracy, coraz poważniej zastanawiam się nad swoją przyszłością. To w końcu jedynie ode mnie zależy, jak będzie wyglądało moje dalsze życie. Finansiści marzą o pracy w dobrze płatnej korporacji, a okazuje się, że te wszystkie korporacje są wytłumione przez mikroprzedsiębiorstwa. I chociaż to małe przedsiębiorstwa są motorem napędzającym gospodarkę, praca w korporacji skutecznie mobilizuje do działania, uodparnia na stres, uczy skuteczności i szacunku do pracy. Sporo wymienionych cech już mam, potrzebuję najbardziej twardej skóry i luzu. Nie sądzę bym była w stanie poświęcić parę lat na tak czasochłonne doświadczenie... Bardzo chciałabym być dla siebie żeglarzem, sterem i okrętem. Nie popadać w rutynę, nie męczyć się, nie wypalić się nigdy. Pewna osoba powiedziała mi dziś: "innowacyjne myślenie". Innowacyjne? Śmieszne... Raczej - naturalne.
Największy błąd młodych? Kiedy opierają pierwszy biznes na kredycie. Żyjemy w czasach, gdzie pół roku ciężkiej, bo ciężkiej, ale opłacalnej pracy za granicą daje szansę nagromadzenia kapitału na start. W razie niepowodzenia, nie stajemy się bankrutami - wychodzimy na zero. Pozytywne myślenie swoją drogą, ale długi na początek - samobójstwem.
Dlaczego to piszę? Być może to oczywiste, ale ja nie mam zamiaru gubić swoich myśli. A przy kubku dobrej herbaty myśli się przecież lepiej.
Zmotywowana do pracy, coraz poważniej zastanawiam się nad swoją przyszłością. To w końcu jedynie ode mnie zależy, jak będzie wyglądało moje dalsze życie. Finansiści marzą o pracy w dobrze płatnej korporacji, a okazuje się, że te wszystkie korporacje są wytłumione przez mikroprzedsiębiorstwa. I chociaż to małe przedsiębiorstwa są motorem napędzającym gospodarkę, praca w korporacji skutecznie mobilizuje do działania, uodparnia na stres, uczy skuteczności i szacunku do pracy. Sporo wymienionych cech już mam, potrzebuję najbardziej twardej skóry i luzu. Nie sądzę bym była w stanie poświęcić parę lat na tak czasochłonne doświadczenie... Bardzo chciałabym być dla siebie żeglarzem, sterem i okrętem. Nie popadać w rutynę, nie męczyć się, nie wypalić się nigdy. Pewna osoba powiedziała mi dziś: "innowacyjne myślenie". Innowacyjne? Śmieszne... Raczej - naturalne.
Największy błąd młodych? Kiedy opierają pierwszy biznes na kredycie. Żyjemy w czasach, gdzie pół roku ciężkiej, bo ciężkiej, ale opłacalnej pracy za granicą daje szansę nagromadzenia kapitału na start. W razie niepowodzenia, nie stajemy się bankrutami - wychodzimy na zero. Pozytywne myślenie swoją drogą, ale długi na początek - samobójstwem.
Dlaczego to piszę? Być może to oczywiste, ale ja nie mam zamiaru gubić swoich myśli. A przy kubku dobrej herbaty myśli się przecież lepiej.
Wyrabiam się. Pilnie pracuję nad wyrażaniem siebie i mam już pierwsze, jak na razie skromne powody do zadowolenia.
Dzwoni numer zastrzeżony - odbierać, czy nie? Najczęściej to telefoniczni domokrążcy, ankieterzy, czy - rzadko panowie o miłym i seksownym glosie, raczej najczęściej panie - inne call center. Ale co jak dzwoni ulubiony wróg lub kochanka mojego mężczyzny(żartuje)?? ;) Odbieram.
CC: Dzień dobry, wydawnictwo IMP, czy pani Imię i Nazwisko?
J: Si
CC: Czy można?
J: Proszę... (a w myślach gorączkowe poszukiwania, kiedy ja mogłam podać swoje dane temu zakręconemu wydawnictwu /dodam, że na wszystkie możliwe propozycje wciągnięcia moich danych do baz mówię stanowcze NIE/, może nie zapłaciłam jakiegoś rachunku?)
CC: Rzuca hasłem reklamowym (aha, domokrążca, chce coś wcisnąć, trzeba się pozbyć) Czy w pani otoczeniu są dzieci?
J: (ogladając się wokól) - Nie.
CC: Czy uczy sie pani angielskiego?
J: Nie, teraz nie. (no błagam, JESZCZE mam wakacje)
CC: A czy w najbliższym czasie ma zamiar się uczyć?
J: Nie. (przecież już koncze angielski)
CC: Dlaczego??
J: Wiedza, którą mam mnie zupełnie satysfakcjonuje (moje pseudo upper intermediate to nawet za dużo jak na moje potrzeby)
CC: A to ja dziękuje, do widzenia.
Pełna podejrzeń wstukałam IMP w necie. I znalazłam to, co chciałam:
"Dzień dobry
Czy jest sposób na pozbycie się natrętnego wydawnictwa?
Chodzi konkretnie o firmę IMP (IMP Online -wiedza i edukacja dla całej rodziny - kolekcje dla dorosłych i dla dzieci) .
Zadzwonił ktoś z tej firmy (rozmowa nagrywana) i oczywiście "wcisnął mi" paczkę powitalną "Drapieżniki z bliska" za 14,95zł zapewniając, że w przeciągu 10 dni mogę zrezygnować z otrzymywania dalszych przesyłek wystarczy jedynie napisać lub zadzwonić.
Tego samego dnia którego otrzymałam paczkę (25.10.2010) zapłaciłam i wysłałam maila, że nie chcę dalszych przesyłek i że nie zgadzam się na wykorzystywanie moich danych osobowych. Po dwóch dniach wysłałam ten sam list pocztą polską (poleconym).
Dziś dostałam maila :
Szanowna Pani,
Dziękujemy za nawiązanie kontaktu z naszym wydawnictwem.
W odpowiedzi na mail uprzejmie informujemy, że z dniem 17-11-2010 kolekcja "Drapieżniki z Bliska" została zamknięta.
Prosimy o uregulowanie płatności:
34,90 zł za zestaw 2 z terminem płatności do 30-11-2010.
W razie jakichkolwiek pytań serdecznie zapraszamy do nawiązania kontaktu z naszym wydawnictwem.
Z poważaniem,
Przemysław Kołaczek
Biuro Obsługi Klienta
Czy ja muszę odbierać paczkę i płacić za nią?
Poprzednią paczkę znalazłam podrzuconą pod drzwiami domu i w sumie nie wiem czy listonosz ją przyniósł czy kurier. Co mam zrobić?"
Także tym razem wąż w kieszeni siedzi grzecznie. Mam na oku też inną sprawę - castoramy, lukas banku, karty kredytowej i smsa z ponagleniem do zapłaty. Jeszcze ją badam, ale opiszę na pewno.
Dziękuję za dziś, miłego wieczoru.
Dzwoni numer zastrzeżony - odbierać, czy nie? Najczęściej to telefoniczni domokrążcy, ankieterzy, czy - rzadko panowie o miłym i seksownym glosie, raczej najczęściej panie - inne call center. Ale co jak dzwoni ulubiony wróg lub kochanka mojego mężczyzny(żartuje)?? ;) Odbieram.
CC: Dzień dobry, wydawnictwo IMP, czy pani Imię i Nazwisko?
J: Si
CC: Czy można?
J: Proszę... (a w myślach gorączkowe poszukiwania, kiedy ja mogłam podać swoje dane temu zakręconemu wydawnictwu /dodam, że na wszystkie możliwe propozycje wciągnięcia moich danych do baz mówię stanowcze NIE/, może nie zapłaciłam jakiegoś rachunku?)
CC: Rzuca hasłem reklamowym (aha, domokrążca, chce coś wcisnąć, trzeba się pozbyć) Czy w pani otoczeniu są dzieci?
J: (ogladając się wokól) - Nie.
CC: Czy uczy sie pani angielskiego?
J: Nie, teraz nie. (no błagam, JESZCZE mam wakacje)
CC: A czy w najbliższym czasie ma zamiar się uczyć?
J: Nie. (przecież już koncze angielski)
CC: Dlaczego??
J: Wiedza, którą mam mnie zupełnie satysfakcjonuje (moje pseudo upper intermediate to nawet za dużo jak na moje potrzeby)
CC: A to ja dziękuje, do widzenia.
Pełna podejrzeń wstukałam IMP w necie. I znalazłam to, co chciałam:
"Dzień dobry
Czy jest sposób na pozbycie się natrętnego wydawnictwa?
Chodzi konkretnie o firmę IMP (IMP Online -wiedza i edukacja dla całej rodziny - kolekcje dla dorosłych i dla dzieci) .
Zadzwonił ktoś z tej firmy (rozmowa nagrywana) i oczywiście "wcisnął mi" paczkę powitalną "Drapieżniki z bliska" za 14,95zł zapewniając, że w przeciągu 10 dni mogę zrezygnować z otrzymywania dalszych przesyłek wystarczy jedynie napisać lub zadzwonić.
Tego samego dnia którego otrzymałam paczkę (25.10.2010) zapłaciłam i wysłałam maila, że nie chcę dalszych przesyłek i że nie zgadzam się na wykorzystywanie moich danych osobowych. Po dwóch dniach wysłałam ten sam list pocztą polską (poleconym).
Dziś dostałam maila :
Szanowna Pani,
Dziękujemy za nawiązanie kontaktu z naszym wydawnictwem.
W odpowiedzi na mail uprzejmie informujemy, że z dniem 17-11-2010 kolekcja "Drapieżniki z Bliska" została zamknięta.
Prosimy o uregulowanie płatności:
34,90 zł za zestaw 2 z terminem płatności do 30-11-2010.
W razie jakichkolwiek pytań serdecznie zapraszamy do nawiązania kontaktu z naszym wydawnictwem.
Z poważaniem,
Przemysław Kołaczek
Biuro Obsługi Klienta
Czy ja muszę odbierać paczkę i płacić za nią?
Poprzednią paczkę znalazłam podrzuconą pod drzwiami domu i w sumie nie wiem czy listonosz ją przyniósł czy kurier. Co mam zrobić?"
Także tym razem wąż w kieszeni siedzi grzecznie. Mam na oku też inną sprawę - castoramy, lukas banku, karty kredytowej i smsa z ponagleniem do zapłaty. Jeszcze ją badam, ale opiszę na pewno.
Dziękuję za dziś, miłego wieczoru.
Jak się okazuje, studenci wcale z roku na rok nie stają się głupsi... Wręcz przeciwnie, okazuje się, że wciąż jest grupka ludzi, którzy potrafią pomyśleć inaczej niż inni... Szkoda tylko, że ta lekcja kosztowała mnie "trzy piątki" i zepsucie w miarę sympatycznego humoru.
Tak więc do rzeczy.
Zasada numer jeden: omijamy szerokim łukiem uśmiechających się do nas zadziwiająco sympatycznie panów, z gadżetami pod pachą. Zasada złamana - nie dlatego, że sympatyczny pan miał sympatyczny uśmiech, ale że pobudzono we mnie zwykłą ludzką ciekawość. Głośnym pytaniem: "Pani z Gdańska czy spoza?" budujemy pierwsze napięcie - moja odpowiedz "I tak i nie" właściwie nie miała znaczenia. Bo pytanie też nie miało znaczenia. Następnie mały miks dalszego, szybkiego paplania odciągające uwagę od sedna sprawy: czy masz 18 lat, bo rozdajemy dziś wkładki za darmo a ja nie wiem czy mogę popaplać tez o seksie, "a wie pani dlaczego? Bo niedługo w aptekach cena tych cudów, które mam, pójdzie w gorę. A one takie fajne, przytnie się i dopasuje (uważaj, by nie przyciąć stopy), a ona da nawet orgazm, ale pamiętaj nie mów tego głośno. Ale czekaj, nie idź jeszcze, muszę z tobą pogadać żeby koledzy nie mówili ze nic nie opowiedziałem na temat tych wkładek. Ale wiesz, za ten gadżet musisz zrobić trzy przysiady. Nie, no żartuje... Po prostu robimy to za uśmiech." Wszystko było przyjemne, i tak dalej aż doszliśmy do ekstremum celu: trzy piątki. Albo daj cztery, to dorzucę ci drugie. I moje pytanie: "Teraz to naprawdę żartujesz?". Bardzo bym chciała powiedzieć, że oddałam mu te głupie wkładki i nie zapłaciłam, ale cholera jasna, niestety :) Dałam się podejść jak głupi podlotek. Bo "przecież nie pójdzie kraść",a ci "biedni studenci sami zakupili je z apteki". Byłam na tyle skołowana jego gadką, że nie miałam sił z nim dyskutować. A jeszcze dołożył się na to mój własny osobisty wstyd, że dałam się nabrać.
Post może wyszedł bez ładu i składu, ale troszkę zła jestem na siebie, że tak dałam się podejść... Taki kubeł zimnej wody.
Plusy: wkładki do butów dające orgazm i trochę więcej do myślenia
Minusy: mniej kasy w portfelu, dezorientacja i zepsuty humor
Bilans: sama nie wiem :)
Tak więc do rzeczy.
Zasada numer jeden: omijamy szerokim łukiem uśmiechających się do nas zadziwiająco sympatycznie panów, z gadżetami pod pachą. Zasada złamana - nie dlatego, że sympatyczny pan miał sympatyczny uśmiech, ale że pobudzono we mnie zwykłą ludzką ciekawość. Głośnym pytaniem: "Pani z Gdańska czy spoza?" budujemy pierwsze napięcie - moja odpowiedz "I tak i nie" właściwie nie miała znaczenia. Bo pytanie też nie miało znaczenia. Następnie mały miks dalszego, szybkiego paplania odciągające uwagę od sedna sprawy: czy masz 18 lat, bo rozdajemy dziś wkładki za darmo a ja nie wiem czy mogę popaplać tez o seksie, "a wie pani dlaczego? Bo niedługo w aptekach cena tych cudów, które mam, pójdzie w gorę. A one takie fajne, przytnie się i dopasuje (uważaj, by nie przyciąć stopy), a ona da nawet orgazm, ale pamiętaj nie mów tego głośno. Ale czekaj, nie idź jeszcze, muszę z tobą pogadać żeby koledzy nie mówili ze nic nie opowiedziałem na temat tych wkładek. Ale wiesz, za ten gadżet musisz zrobić trzy przysiady. Nie, no żartuje... Po prostu robimy to za uśmiech." Wszystko było przyjemne, i tak dalej aż doszliśmy do ekstremum celu: trzy piątki. Albo daj cztery, to dorzucę ci drugie. I moje pytanie: "Teraz to naprawdę żartujesz?". Bardzo bym chciała powiedzieć, że oddałam mu te głupie wkładki i nie zapłaciłam, ale cholera jasna, niestety :) Dałam się podejść jak głupi podlotek. Bo "przecież nie pójdzie kraść",a ci "biedni studenci sami zakupili je z apteki". Byłam na tyle skołowana jego gadką, że nie miałam sił z nim dyskutować. A jeszcze dołożył się na to mój własny osobisty wstyd, że dałam się nabrać.
Post może wyszedł bez ładu i składu, ale troszkę zła jestem na siebie, że tak dałam się podejść... Taki kubeł zimnej wody.
Plusy: wkładki do butów dające orgazm i trochę więcej do myślenia
Minusy: mniej kasy w portfelu, dezorientacja i zepsuty humor
Bilans: sama nie wiem :)
Niezdecydowanośc kobiet w moim otoczeniu mnie przeraża. Zamiast letniego spaceru napiszę więc post. Już od dawna miałam chęć napisać na ulubiony temat - umiejętnego zachowania się w pracy.
"Chcesz zarabiać milion dolarów? To wyglądaj jak milion dolarów", jak to mawiał Rockefeller. Po pierwsze - buty. To nie jest mało zauważalny dodatek, buty są wizytówką człowieka. I nie chodzi tu o najdroższy i najnowszy model z półki luksusowego butiku - po prostu muszą być czyste i zadbane. Wypolerowane, z równym obcasem. Po drugie - ubranie - ponadczasowym dress code są jasne koszule i ciemne, ewentualnie w stonowanej szarości garsonki, garnitury. Przy garniturze warto zwrócić uwagę na odpowiednią długość skarpetek. Plusem są też wystające mankiety - bardzo eleganckie.
Osobiście, kiedy tylko mogę - unikam trzymania na stole, przy którym spotykam się ze znajomymi komórki, okularów, kluczy czy portfela. Ostatnio tylko raz mi zdarzyło się przytrzymać komórkę tuż przy szklance z napojem - czekałam na ważny telefon, ale nie czułam się komfortowo mając go na wierzchu... Bardzo nie lubie też wypchanych kieszeni w spodniach, szczególnie u siebie. :) Za to lubię dyskrecję i wiele innych, które mogłabym wymieniać jeszcze długo, ale muszę zmykać do pracy.
"Chcesz zarabiać milion dolarów? To wyglądaj jak milion dolarów", jak to mawiał Rockefeller. Po pierwsze - buty. To nie jest mało zauważalny dodatek, buty są wizytówką człowieka. I nie chodzi tu o najdroższy i najnowszy model z półki luksusowego butiku - po prostu muszą być czyste i zadbane. Wypolerowane, z równym obcasem. Po drugie - ubranie - ponadczasowym dress code są jasne koszule i ciemne, ewentualnie w stonowanej szarości garsonki, garnitury. Przy garniturze warto zwrócić uwagę na odpowiednią długość skarpetek. Plusem są też wystające mankiety - bardzo eleganckie.
Osobiście, kiedy tylko mogę - unikam trzymania na stole, przy którym spotykam się ze znajomymi komórki, okularów, kluczy czy portfela. Ostatnio tylko raz mi zdarzyło się przytrzymać komórkę tuż przy szklance z napojem - czekałam na ważny telefon, ale nie czułam się komfortowo mając go na wierzchu... Bardzo nie lubie też wypchanych kieszeni w spodniach, szczególnie u siebie. :) Za to lubię dyskrecję i wiele innych, które mogłabym wymieniać jeszcze długo, ale muszę zmykać do pracy.
Wystające mankiety w marynarce Dżejmsa Bonda...
Czy ktoś mi zaprzeczy, że nie są cholernie subtelnie seksowne? :)
Czy ktoś mi zaprzeczy, że nie są cholernie subtelnie seksowne? :)






