Przy okazji oglądania nowego filmu Allena pisałam, jak bardzo mocno działa na mnie klimat Młodej Polski. Wczoraj z półki mojej mamy wyciagnełam jedną z ulubionych (obok "Szewców") książek Witkacego - "Pożegnanie jesieni". Powieść jest kompilacją zdarzeń, które o modernizmie mówią wszystko - katastrofizm, erotyka, brawura, dekadentyzm, a przy tym polityka i filozofia... Formistyczna deformacja kształtów ówczesnego, realnego świata intryguje nawet współczesnego czytelnika. Na podstawie powieści Pożegnanie jesieni powstał film fabularny Mariusza Trelińskiego o tym samym tytule, niestety, nie miałam okazji obejrzeć... Książka jest w sam raz na samotny wieczór, a dla tych, którym czytanie nie sprawia przyjemności - polecam sztukę "Bal stulecia", opiszę ją niedługo. :)
11.11.2011 o godz. 18:11
komentuj (1)
Obok tej kobiety nie można przejść obojętnie. Iris Apfel to ekscentryczna starsza pani z Nowego Yorku (z grzeczności o wieku nie wspomnę), która znakomicie odnajduje się w świecie mody. I chociaż świat ten jest paskudny i pełen przekrętów - podchodzi do niego z zadziwiająco ciepłym humorem. Jak twierdzi - zawsze kupuje ubrania po cenach znacznie niższych niż na businesswoman przystało, wedle hasła "gustu nie da się kupić za pieniądze". A jeśli ubrania nie będą pasować... najwyżej można przerobić je na poduszki. Projekty tej pani są jednak na tyle oszałamiające, że niejednokrotnie wypożyczano je na spektakle prosto z wieszaków. Zresztą, same spójrzcie.
Zanim zagłębię się w zarządzanie inwestycjami, przedstawię moje dzisiejsze, smakowite odkrycie... Zapragnęłam porządnej kawy - i znalazłam. Nie odrzuca gorzkawą czernią, kusi delikatnymi ziarnami i słodkim aromatem... Nowa wersja Tchibo, Espresso Milano Style. Skusiła mnie nie tylko promocja (zamiast 20 - 10 zł w Almie), ale obietnica owocowego posmaku i nuty gorzkiej czekolady... Nie rozczarowałam się. I mimo, że zostałam pozbawiona ekspresu, zaparzona wrzątkiem skutecznie zaspakaja moje pragnienia... A może jednak nie, czuję że za chwilę sięgnę po kolejną filiżankę. :)
Że student ma dużo wolnego czasu to wiemy. Wiemy również, że niepracujący student ma tego czasu jeszcze więcej. ;) Student ogólnie to dość ciekawa istota, gatunek popularny, ale nieprzewidywalny. Kiedy wiec student ma dużo wolnego czasu, kombinuje jak spędzić aktywnie dzień. Jesienne prace porządkowe w ogrodzie odpadają, ponieważ student z reguły nie ma ogrodu. Bo mieszka w obcym mieście nad morzem. Co więc zatem nie odpada?
Nie odpada leżakowanie na plaży. Latem. Ale mamy jesień, więc najczęściej jednak zamiast zimnego piasku wybiera się zimny koc i łapie ostatnie intensywniejsze promienie słońca na trawniku przed akademikiem... Leżakowanie wymaga dodatkowej czynności, pole do popisu jest duże.
Nie odpada włóczenie się po mieście. Zimno jak zimno, zawsze można schować się do Złotego Ula i zamówić jabłko w cieście. Kiedyś Złoty był fajnym barem studenckim, teraz niestety wygrali turyści... Moje ulubione miejsce w Sopocie? "Las" obok ratusza... Dżungla w centrum miasta, zachwyca.
Nie odpada bieganie po plaży. Tylko w dzień, przestrzegam czytających przed, zwłaszcza samotnym, bieganiem o zmroku. Jakkolwiek romantyczne, zamiast młodego Davida Hasselhoffa można spotkać Armina Meiwesa.
I co fajniejsze, nie odpada uczenie się. Student zawsze na początek roku obiecuje poprawę. Także i ja również, trzymajcie więc kciuki! :)
Nie odpada leżakowanie na plaży. Latem. Ale mamy jesień, więc najczęściej jednak zamiast zimnego piasku wybiera się zimny koc i łapie ostatnie intensywniejsze promienie słońca na trawniku przed akademikiem... Leżakowanie wymaga dodatkowej czynności, pole do popisu jest duże.
Nie odpada włóczenie się po mieście. Zimno jak zimno, zawsze można schować się do Złotego Ula i zamówić jabłko w cieście. Kiedyś Złoty był fajnym barem studenckim, teraz niestety wygrali turyści... Moje ulubione miejsce w Sopocie? "Las" obok ratusza... Dżungla w centrum miasta, zachwyca.
Nie odpada bieganie po plaży. Tylko w dzień, przestrzegam czytających przed, zwłaszcza samotnym, bieganiem o zmroku. Jakkolwiek romantyczne, zamiast młodego Davida Hasselhoffa można spotkać Armina Meiwesa.
I co fajniejsze, nie odpada uczenie się. Student zawsze na początek roku obiecuje poprawę. Także i ja również, trzymajcie więc kciuki! :)
Tagi:
czas wolny
relaks
Kiedy podarowałam na 17-te urodziny mojej współlokatorce książkę „Cień wiatru” Ruiza Zafona Carlosa, nie spodziewałam się, że entuzjazm obdarowanej przeniesie się także na mnie.
Chociaż minęło parę lat, wciąż nie miałam okazji, by sięgnąć do tej książki. Obecnie jestem w trakcje czytania innej książki tego autora - „Gry anioła” - i jest w niej wszystko to, co być powinno. Jest interesująca, inteligentna, wciąga czytelnika, czyta się ją przyjemnie, delikatna erotyka – zaskakuje czytelnika, a niektóre zdania wywołują współczucie. Polecam ją tym książkowym maniakom, którzy tak jak ja ostatnio narzekają na nadmiar wolnego czasu, a dostęp do komputera, filmów i Internetu mają ograniczony :-)
Jestem świadoma, że dzisiaj nie pisze mi się lekko, ale nieustająca migrena i osłabienie daje mi w kość. Mam nadzieje, że nie rozchoruje się… Pozdrawiam z lekka jesiennie ;-)
Chociaż minęło parę lat, wciąż nie miałam okazji, by sięgnąć do tej książki. Obecnie jestem w trakcje czytania innej książki tego autora - „Gry anioła” - i jest w niej wszystko to, co być powinno. Jest interesująca, inteligentna, wciąga czytelnika, czyta się ją przyjemnie, delikatna erotyka – zaskakuje czytelnika, a niektóre zdania wywołują współczucie. Polecam ją tym książkowym maniakom, którzy tak jak ja ostatnio narzekają na nadmiar wolnego czasu, a dostęp do komputera, filmów i Internetu mają ograniczony :-)
Jestem świadoma, że dzisiaj nie pisze mi się lekko, ale nieustająca migrena i osłabienie daje mi w kość. Mam nadzieje, że nie rozchoruje się… Pozdrawiam z lekka jesiennie ;-)







